Strach ma moje oczy i męczące przekonanie, że prawda o mnie jest ukryta w małej dziewczynce sprzed ponad dwudziestu lat.
To chyba nie jest Ta dziewczynka ze zdjęć, w pastelowych sukienkach i przykładnie uczesnana, uśmiechnięta, wrażliwa i grzeczna.
Chyba prędzej ta sikająca z premedytacją w majtki, pozbywająca się na wielorakie sposoby obiadów i pielęgnująca swe małe tajemnice.
Tak, jestem jednym z tych naiwniaków, którzy myślą, że prawdy o nich samych należy szukać u źródła i którzy marzą, że kiedyś uda się tam powrócić...
Może tak...
Może to też być wyłącznie egzaltowana wymówka.
Takie "pierdolenie" o poszukiwaniu prawdy, o dochodzeniu do źródła.
Może to zwykłe, egocentryczne pragnienie odzyskania niewinności, które wiąże się niestety automatycznie z ciężkim poczuciem beznadziejności tych starań...
A może nie...
Jeśli możliwym by było odtwarzanie własnej przeszłości w postaci filmu zapewne nie zrezygnowałabym z tej bezsensownej okazji.
Może nabawiłabym się kolejnych myślodręczycieli.
A może zwyczajnie zwariowała.
Może ze smutku,
może z przerażenia, może z nudów,
a może ze wzruszenia.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz